Strony

poniedziałek, 28 września 2015

Bolonia, czyli dlaczego należy uważać na Bolończyków i ich makaron












Zaczniemy od stwierdzenia faktu oczywistego, Włochy kojarzą się głównie z jedzeniem. A jaka jest najpopularniejsza w Polsce włoska potrawa... bardzo dobrze! Spaghetti po bolońsku.











Nad samym spaghetti jeszcze się pochylimy, uwierzcie mi, sprawa wymaga zbadania.
Zaczniemy od samego miasta. W świadomości Polaków Bolonia nie znajduje się, prawdopodobnie, w 10-tce najpopularniejszych włoskich kierunków turystycznych.

Kolory miasta- wszystkie odcienie żółci, różu i pomarańczu, po prostu przytulnie.


Któż bowiem nie chciałby odbyć pielgrzymki do Rzymu, wpaść w szał zakupów w Mediolanie, zakochać się w Wenecji, obejrzeć zachodu słońca nad Florencją, podeprzeć Pizańską wieżę lub odetchnąć smrodliwym powietrzem Neapolu... a Bolonia, generalnie wiadomo, że jest, że jest tam makaron i niewiele więcej.
Średniowieczne fortyfikacje.
Wypada wspomnieć, że historycznie Bolonia była jednym z najważniejszych centrów półwyspu Apenińskiego. To tu w 1088 roku powstał pierwszy w świecie nowożytnym uniwersytet. Miasto w średniowieczu kwitło na potęgę stając się piątym najludniejszym ośrodkiem w Europie.

Pamiątki po bolońskim Złotym Wieku można podziwiać do dziś. Wyjątkowo dobrze zachowane i zrekonstruowane średniowieczne centrum zachwyca i pozwala poczuć klimat sprzed stuleci.

Piazza Maggiore.
Miasto jest silnie skoncentrowane oraz logicznie rozplanowane. Niedzielny turysta raczej tu nie zabłądzi i szybko nauczy się poruszać po osi starego centrum, na obrzeżach którego umiejscowiono najważniejsze dla odwiedzających punkty, na przykład dworzec kolejowy i bolońskie targi.
Jeżeli lubisz chodzić, to doskonale ponieważ generalnie oprócz podróży z i na lotnisko, nie odczuwa się wielkiej potrzeby korzystania z komunikacji miejskiej.
Podróż na lotnisko nie sprawi wam problemu, miasto zapewnia niedrogą linię autobusową. Kończąc o transporcie, z Bolonii w łatwy i tani sposób (za pośrednictwem włoskich kolei regionalnych) możemy przemieścić się do Ravenny (nad Adriatykiem), Modeny (znanej z octu), Parmy (stojącej Parmezanem), Ferrary (tej od Ferrari?), Florencji (sławnej bo tak, i już), a nawet San Marino.



Zabytkowe centrum przyciąga oczywiście turystów, ale jest ich tu znacząco mniej, niż na przykład w Rzymie lub Mediolanie. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że Bolonia leży sobie pośrodku półwyspu Apenińskiego, daleko od morza, daleko od gór, daleko od wszystkiego co cieszy przeciętnego turystę. Tym bardziej zachęcam do wizyty w tym urokliwym miejscu.

Niemal puste, jak na włoskie standardy centrum.


Taki tam, przypadkowy chodnik.
Jeżeli kochasz upał to jedź do Bolonii w sierpniu- co najmniej 45 stopni w cieniu murowane na okrągło. Jeżeli lubisz deszcz wybierz się w grudniu. Dlaczego o tym wspominam? Bolońscy urbaniści znając ułomności klimatu tego regionu, obmyślili doskonały sposób na ulżenie mieszkańcom i odwiedzającym. Słynne bolońskie arkady są nieodłącznym elementem większości budynków w mieście, w ich cieniu, albo pod ich osłoną można zwiedzić większą część miasta  wzdłuż i wszerz nie narażając się ani na promieniowanie UV, ani na opad atmosferyczny.

Te wszystkie podcienie, arkady, loggie i krużganki są absolutną wizytówką miasta, nie tylko robią wrażenie, ale pełniąc rolę osłoniętych chodników są również nad wyraz praktyczne.







Zadaszenie, nad takim-tam-przypadkowym-chodnikiem.

Parę uwag krytycznych (wymierzonych bardziej we Włochów niż Włochy).
Bolończycy nienawidzą ludzi z zewnątrz. Jeśli zobaczysz gdzieś bolończyka, uciekaj.
Nie odwiedzaj restauracji prowadzonych przez Włochów- nie warto, spotka cię seria zawodów, drożyzna, paskudne jedzenie i jeszcze gorsza obsługa.

To jedyne miejsce w Italii i na świecie, gdzie nie mogłem doprosić się wystawienia rachunku za obiad (dwa razy- to nie przypadek). Gdy przyszło do płacenia za posiłek, kelner począł omijać mój stolik szerokim łukiem, udawał, że nie mówi w żadnych języku obcym, udawał, że nie istnieję, po czym zaczął uciekać. Sympatyczny Włoch stołujący się nieopodal wyjaśnił, że mam zostawić pieniądze na stole i po prostu sobie pójść (tego ode mnie oczekiwano), a jeżeli jestem prawilnym mieszkańcem północnej Europy, mam udać się do kierownika i domagać się moich fiskalnych praw powtarzając ze stanowczością: posso pagare.Wybrałem drugą opcję, działa.

"no weź, wetknij ten łeb w paszcze tego lwa!"

W Sierpniu (szczyt sezonu wakacyjnego we Włoszech) Bolonia pustoszeje. Napiszę brutalnie, możesz przejść całe miasto i spotkasz prawie wyłącznie turystów, emerytów i imigrantów zarobkowych. Wszystkie sklepy, butiki, część restauracji prowadzonych przez etnicznych Włochów pozostaje zamknięta na głucho przez cały miesiąc. Na prawdę nie dziwi fakt, że Włochy bankrutują, Włosi po prostu nie chcą zarabiać pieniędzy.

W okresie letnim musisz również spodziewać się sjesty, w godzinach między 15, a 19 otwarte pozostają prawie wyłącznie lokale gastronomiczne.

Spaghetti po bolońsku- ragù di carne alla bolognese- jeden wielki żart kulinarny. Spytasz, "jak mogę pojechać do Bolonii i nie skosztować spaghetti bolognese??", no cóż jeżeli szanujesz swoje podniebienie i lubisz tę potrawę, po prostu nie jedz jej w tym mieście. Ragù di carne alla bolognese w oryginale to po prostu makaron z mięsem zalany tłuszczem. Zaprawdę powiadam wam, Polscy inżynierowie smaku doprowadzili ten przepis do perfekcji, i jak się okazuje zrobili z tego zupełnie nowe, lepsze danie.
Mięso z tłuszczem, po naszemu skwarki, według Bolończyków spaghetti.

A teraz wyjaśniam, jak przetrwać w Bolonii w szczycie sezonu, kiedy, zgodnie z opisem, mniej więcej wszystkie ważne punkty usługowe pozostają zamknięte albo nie nadają się do użytku.

Na szczęście Włosi zostali pobłogosławieni rzeszami imigrantów: Chińczyków, Wietnamczyków, Marokańczyków, Algierczyków i tak dalej. Ci pracowici ludzie, nie dość, że podtrzymują to miasto przy życiu, to jeszcze świadczą usługi na naprawdę wysokim poziomie.

W chińskim markecie kupisz wszystko, nawet kosz do śmieci z wizerunkiem Dżoany Krupy.
W wietnamskim warzywniaku zaopatrzysz się w niezbędne przekąski i wodę (nie dotykaj leżących w stertach owoców i warzyw- są one umyte i gotowe do spożycia, sprzedawca poda ci wybrany produkt używając rękawiczek).
W arabskiej pizzerii za 4 euro najesz się do syta najlepszą pizzą na świecie (różnego rodzaju bistra znajdziesz w każdej bocznej uliczce, wyglądają obskurnie ale oferują świetne jedzenie- Włosi stołują się praktycznie tylko w takich miejscach).

Schody w nieznane.
Z uwag praktycznych, przemysł hotelarski w mieście funkcjonuje dzięki klientom biznesowym odwiedzającym bolońskie targi. Znajdziesz tu naprawdę świetne hotele. Polecam sprawdzić harmonogram wystaw targowych- w przerwach miedzy pokazami ceny pokoi w  obiektach *** i **** gwiazdkowych są po prostu śmiesznie niskie.

I na koniec pobożny akcent. Przechadzając się po mieście, trafiłem na zadaszone schody, które wydawały się ciągnąć z samego serca miasta i kierowały się w górę gdzieś daleko. Oczywiście gdy tylko widzę milion stopni biegnących w nieznanym kierunku, włażę na nie. Okazało się, że schody to malowniczy szlak pielgrzymkowy wiodący do Sanktuarium Madonna di San Luca. Wycieczka była niezwykłym doświadczeniem, a kościół położony na szczycie wzgórza po prostu zapiera dech w piersiach,





Bazylika.

Czy warto przypadkiem zabłąkać się do Bolonii? Jeżeli będziesz uważać na Bolończyków, zdecydowanie warto!

P.

Krzywa wieża w Bolonii.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz